niedziela, 11 grudnia 2011

Rozdział I.

Jak każdego dnia, Dominika z Weroniką szły razem do szkoły.
- Hej Wera pośpiesz się, bo się spóźnimy ! – krzyczała przez telefon Dominika.
- No już wychodzę. Ubieraj się.- poinformowała ja Weronika.
I za 5 minut Dominika usłyszała dzwonek domofonu. Otworzyła i powiedziała zdenerwowana : wejdź.
Weronika weszła, ujrzała bałagan w przedpokoju. Buty porozrzucane, kurtki leżące na podłodze.
- Tu jakieś tornado przeszło czy co ? – zachichotała Weronika.
-  Żadne tornado tylko ta Mała Klaudia się wkurzyła i musiała wszystko rozpie*dolić. Chodźmy już, bo się spóźnimy.  – odpowiedziała spokojnie.
- Ok.
Dziewczyny zamknęły dom i wyruszyły w stronę szkoły. Na górce Piotruś M.jechał swoim dziwnym rowerem. (dziewczyny nazywały jego rower składakiem) Zachichotały tylko i bez słowa szły dalej, nie zważając uwagi na kolegę. Droga do szkoły szybko im minęła.
Wchodząc do szkoły przywitały się ze znajomymi i ruszyły w stronę szatni.

DOMINIKA:

Rozebrała się i poszła w stronę `trójki `w której miała lekcje.
Ania jarała się tymi swoimi lalusiami.
- Siva jest taaaki booski, jak Nathan. – krzyczała
- Cześć dziewczyny ! – Dominika powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Czeeeść ! - odpowiedziały wszystkie razem.
- Jak M.? – Anka zapytała i zaczęła się śmiać.
- Anka ! Siedź cicho ! – odpowiedziała podekscytowana a zarazem zdenerwowana Dominika.
- Jaki M…?- zapytała Klaudia przechodząc obok nich.
- Eeeee… taaaaki… eeee…
W tym momencie zadzwonił dzwonek i `uratował` Dominiore z niezręcznej sytuacji.
Na lekcji blondynka denerwowała  Kasię papierkiem z napisem ` PAN MICHAŁ`.
- Daj ty mi wreszcie spokój! – wrzasnęła Kaśka.
- No coś tyy, Kasiu … ! - odpowiedziała Dominika śmiejąc się przy tym.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy wybiegli z klasy. Dominika pakowała się, a nagle poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Wyjęła i przeczytała : Będę czekał na ciebie pod szkołą o 14:40 :*
Twój M.`
Uśmiechnęła się do telefonu i wyszła z klasy.
Wreszcie lekcje się skończyły. W szatni Dominiora ubierała się z nadzwyczajnym pośpiechem.
- Wracamy razem ? – krzyczała Wera, próbując przekrzyczeć głośne wrzaski i rozmowy.
- Nie, dzisiaj ide z kimś innym. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
Wybiegła ze szkoły i zobaczyła tam jego. Stał w czarnej kurtce, z plecakiem Adidasa i w jasnych jeansach. Blond włosy lekko przysłaniały mu oczy. Stał i patrząc w jej stronę uśmiechał się. Ona też się uśmiechnęła i zaczęła iść szybkim krokiem i jego stronę.
- Cześć. – powiedział nie przestając się uśmiechać.
- Hej. - odpowiedziała dosyć nieśmiało, z lekkim uśmiechem.
Wziął ją za rękę, rozpoczęli rozmawiać i poszli w stronę jej domu.

WERONIKA:

Kiedy wyszła ze szkoły, zobaczyła swoja przyjaciółkę z nieznajomym jej chłopakiem. W głowie krążyło jej jedno pytanie , kim on jest ? Miała pobiec za nimi, lecz zobaczyła Adriana na motorze. Uśmiechnęła się do niego, od odwzajemnił uśmiech i machną ręką co miało oznaczać zawołanie.  Podeszła do niego, objęli się i zaczęli całować. Stali tak i całowali się z dobre 5 minut.
- Wsiadaj. -zachęcił ją i podał jej kask.
Weronika bez wahania się wsiadła i pojechali.
Zabrał ja na łąkę, chodź była już połowa grudnia było tam magicznie.
- Po co tu przyjechaliśmy ? – zapytała z zaciekawieniem.
- Za moment się dowiesz. – z czarującym uśmiechem jej odpowiedział.
Z tylniej kieszeni ciemnych spodni wyjął pudełeczko, było małe, czerwone, z kokardką na wierzchu. Otworzył to pudełeczko a ona ujrzała piękny srebrny pierścionek z brylancikiem. Zaniemówiła.
- Cztero karatowy. – zażartował Adi.
- Je…jest…jest piękny. – powiedziała nie odrywając wzroku ud pierścionka.
A on klęknął na prawe kolano.
- Wyjdziesz za mnie ? – powiedział stanowczo.
Ona ze łzami w oczach, stała, nie wiedziała co ma powiedzieć. Jemu tez łzy napłynęły do oczu.
- TAK ! – wreszcie to wypowiedziała, przedzierając się przez strumyk łez które płynęły jej z oczu… Łzy ze szczęścia.
Założył jej pierścionek. Wziął ją na ręce. Pocałował.
Wsiedli na Harleya i pojechali. Odwiózł ją do domu. Kilka pocałunków. Ona weszła do domu, ciągle myślała, ze to jest sen. Ze snu wyrwały ją krzyki matki i Klaudii.
- Gdzieś ty była ?- wrzasnęła matka na powitanie.
- W szkole. – powiedziała podniesionym tonem.
- Zdejmuj tą bluzke ! – Klaudia rzuciła się na nią, prawie zrywając z niej bluzkę.
- Uspokójcie się ! – do przedpokoju wszedł ojciec.
- Ooooo. Jaki śliczny pierścionek. – powiedziała babcia z wrażenia (chyba) rozlewając herbatę na podłogę,
Zrobiło się zamieszanie, w tym czasie Weronika poszła do swojego pokoju. Do 1 w nocy przyglądała się pierścionkowi i nadal nie mogła uwierzyć…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz